To był dobry sezon dla łebskiej mariny – tak stwierdzają jednogłośnie Andrzej Strzechmiński, burmistrz Łeby i Sławomir Kowalski, prezes Portu Jachtowego. W porównaniu z ubiegłym rokiem w porcie cumowało 100% więcej jednostek.
W ostatnią sobotę uroczyście zakończono sezon żeglarski w Łebie. Choć lato minęło, to w porcie jachtowym cumowało nadal sporo jednostek. Sezon w tym roku dla łebskiej mariny był bardzo łaskawy. Duży ruch oznaczał również duże dochody, które pozwoliły na utrzymanie płynności finansowej, a jeszcze na początku roku, by utrzymać spółkę, miasto musiało zaciągać kredyt.
O sytuacji mariny głośno było na początku tego roku, kiedy to okazało się, że dzierżawca obiektów w porcie, spółka Bakista, zalega z płatnościami. Niezapłacone przez nią w 2010 r. rachunki za prąd, wodę i inne media narosły do kwoty ok. 200.000 zł. Miasto postanowiło więc w styczniu br. zerwać umowę z dotychczasowym dzierżawcą. Jednak perturbacje z Bakistą nie skończyły się tak szybko. Najpierw właściciele spółki nie chcieli opuścić obiektów (konieczny był nakaz sądowy), a o zwrot zaległych pieniędzy do tej pory toczy się sprawa w sądzie. Wkrótce ma nastąpić rozstrzygnięcie i jak uważa Andrzej Strzechmiński, to najwyższa pora.
– Pieniądze, które uda nam się odzyskać od spółki Bakista pozwolą wyjść portowi jachtowemu na prostą – stwierdza Andrzej Strzechmiński, burmistrz Łeby. – Potrzebne są tutaj inwestycje, a w obecnej sytuacji mariny na to nie stać. Czekamy więc na zakończenie sprawy sądowej i wyrok, byśmy mogli te pieniądze wyegzekwować.
Jakie inwestycje są w marinie planowane? Sławomir Kowalski, prezes Portu Jachtowego mówi, że z drobniejszych prac to trzeba by było dokończyć remont nabrzeża oraz zakupić dźwig. Jednak to co doceniają właściciele jednostek pływających najbardziej to bezpieczeństwo, niektóre jachty kosztują nawet kilkaset tysięcy złotych. Przydałoby się więc port jachtowy ogrodzić, a najlepiej częściowo zadaszyć.
– Mimo, że mamy nienajlepszą sytuację na rynkach finansowych, to ruch jednostek w tym roku był o wiele większy niż w roku ubiegłym – stwierdza Sławomir Kowalski. – Powiedziałbym nawet, że w tym roku było dwa razy tyle jednostek co w roku 2010. Około 90 procent jednostek tu przypływających to jachty z zagranicy, a z tego około 90 procent to Niemcy, potem Szwedzi, Duńczycy, Holendrzy, Rosjanie. Była nawet jednostka pod banderą kanadyjską.
Adam Reszka