Od około 5 miesięcy mieszkańcy Małoszyc zmuszeni są do chodzenia na niedzielne msze do kościołów w Lęborku. Zmuszeni, ponieważ w miejscowości tej kościół jest, ale ksiądz parafii pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa na os. Sportowa, który również ma pod swoją pieczą kościół i wiernych z Małoszyc nie chce do wsi jeździć. Jak powiedzieli nam mieszkańcy Małoszyc, ksiądz powiedział im, że mógłby dojeżdżać… ale oni muszą mu zwrócić za paliwo.
Z Lęborka do Małoszyc jest około 3 km. Można powiedzieć, że nie dużo, zwłaszcza dla kogoś kto ma samochód. Jednak dla mieszkańców Małoszyc, zwłaszcza tych starszych, schorowanych lub nawet dla tych co własnego pojazdu nie mają, pokonanie 3 kilometrów to czasami problem. Do tej wsi nie dojeżdża komunikacja, ani autobusy podmiejskie, ani PKS, czy nawet busy. Wydawać by się mogło, że są tak blisko Lęborka, a jednak daleko.
Przez ostatnich kilka lat mieszkańcy Małoszyc dowozili własnymi samochodami księdza Tomasza Króla do wsi, jednak dla mieszkańców to też było uciążliwe. Poproszono więc kapłana, by sam przyjeżdżał. Tak było przez krótki okres, lecz ksiądz po incydencie przed kościołem (ponoć ktoś porysował mu samochód) stwierdził, że nie będzie dojeżdżać.
– Mamy we wsi swój kościół, o który dbamy, sprzątamy, a nawet remontujemy z własnych pieniędzy – mówi nam jedna z mieszkanek Małoszyc. – Mieszkają tu głównie ludzie starsi, jak to na wsi, którzy odczuwają potrzebę duchowego wsparcia, chociażby poprzez uczestnictwo we mszy świętej. Niestety nie każdy ma samochód i nie ma możliwości, by dojeżdżać do kościoła. Dla mnie osobiście oburzające jest to, że ksiądz żąda od nas pieniędzy za paliwo. Przez 4 lata mieszkańcy dowozili go do Małoszyc. Sami organizowali się i nie narzekali, ale ile tak było można. Żeby to było daleko od Lęborka, albo żeby ksiądz nie miał własnego samochodu, to jeszcze rozumiem, ale takiego postępowania duchownego nie da się wytłumaczyć.
Mieszkańcy się zastanawiają, czy w tej sprawie czasem nie napisać do kurii w Pelpinie. Może ingerencja „z góry” by coś pomogła. W naszym powiecie jest przecież więcej parafii, gdzie jeden duchowny musi dojeżdżać do kilku kościołów.
Starałem się przez kilka dni skontaktować z księdzem Tomaszem Królem, by spytać się o zaistniałą sytuację. Jednak telefonicznie nie udało mi się z nim skontaktować ani w dzień, ani w godzinach otwarcia biura parafialnego. Mimo wszystko nadal będziemy próbowali uzyskać w tej sprawie informacje i do tematu powrócimy.
Adam Reszka